Każdy normalny człowiek piątkowy,
deszczowy wieczór spędza ze znajomymi przy ciepłym kominku. Ale
nie ja! Ja oczywiście zasiedziałam się w księgarni czytając
książkę. Było już
późno. Szybko zabrałam płaszcz oraz
torbę na ramię i popędziłam do wyjścia. Biegłam do taksówki
najszybciej jak mogłam, ale to nic nie dało. Taksówka odjechała a
kierowca dał mi się we znaki, że nie zamierza wracać. Kiedy
rozglądałam się za inną nagle dwa pojazdy mignęły mi przed
oczami sprzedając tym samym szybki prysznic. Widząc, iż droga jest
pusta postanowiłam ruszyć w jakimkolwiek
kierunku. Szłam dosyć długo a nogi zaczynały mnie już boleć.
Nagle moim oczom ukazał się niezbyt duży biały dom z niską
werandą.
Stwierdziłam, że nie ma sensu iść
dalej, a ja też musiałam się przecież przespać. W domu było
ciemno. Jedynie mały pokoik niedaleko wejścia był oświetlony.
Zadzwoniłam do drzwi.
Pierwszy...cisza, drugi...cisza, trzeci
i otworzyła mi je wysoka o ciemno-brązowych włosach
kobieta. Jej twarz była rozpromieniona mimo takiej pogody. Patrzyła
na mnie z troską
i zmartwieniem. Zasygnalizowała ręką,
iż mogę wejść do środka. Po zdjęciu butów i powieszeniu
płaszcza opowiedziałam jej całą historię. Zrobiła mi ciepłej
herbaty. Powiedziała, że
jest już zmęczona i pójdzie się
położyć. Kiedy zasnęła wyłączyłam telewizor i z drobnego
pokoiku przeniosłam się do salonu. Usiadłam na beżowej zamszowej
sofie biorąc do ręki
pierwszą lepszą książkę. Mówiłam
już jak bardzo lubię czytać?. Zaczytałam się, ale nagle
usłyszałam jak ktoś uchyla klamkę od drzwi. Do przed pokoju
wszedł wysoki chłopak
o brązowych włosach i jasnej
karnacji. Zdjął swoją przemoczoną kurtkę dżinsową oraz buty i
od razu skierował się w stronę pokoiku, w którym spała kobieta.
Uchylił lekko drzwi. Widział, że śpi
i spoglądał na nią z troską, jakby mówiąc "kocham cię".
Wszedł do kuchni by napić się wody, a następnie skierował się w
stronę salonu gdzie
zobaczył mnie. Usiadł obok po czym
opowiedziałam mu jak się tu znalazłam. Zauważył, że jest mi
zimno otulając natychmiast kocem. W chwilę później nie
spostrzegłam kiedy
zasnęłam. Moja głowa upadła na
kolana chłopaka po czym on cicho zachichotał. Podniósł ją
delikatnie kładąc na aksamitnej poduszce. A sam położył się na
fotelu obok.
Rankiem obudziła mnie kobieta
zapraszając do stołu.
-A tak w ogóle, jak ci na imię
dziecko?-spytała z promiennym uśmiechem na twarzy.
-Nazywam się Vanessa Harrison -
oznajmiłam oddając uśmiech- a pani?
-Pattie- odpowiedziała- Pattie
Mallette.
Nagle do pomieszczenia a konkretniej
kuchni wszedł ten chłopak.
-A ja jestem Justin-dodał.
-Miło mi cię poznać-wstałam podając
mu dłoń, lecz on zbliżył się i mocno mnie uścisnął.
-Mnie również.- powiedział, a w jego
głosie można było usłyszeć zadowolenie.
Justin zaprosił mnie do siebie,
ponieważ jego mama chciała posprzątać. Ruszyliśmy prosto na górę
po dębowych schodach. Doszliśmy do drzwi a on wprowadził mnie do
środka.
Usiedliśmy na łóżku. Znowu utonęłam
w jego przecudnych szklistych jasno-niebieskich oczach. Po chwili
przypomniałam sobie, że nie mam przy sobie żadnych rzeczy do
ubrania ( poza luźną niebieską bluzką i krótkimi czarnymi
spodenkami, które miałam w torbie), ani do mycia, kompletnie nic.
-Posłuchaj ja przejdę się do
jakiegoś sklepu z ciuchami i kosmetykami jaki jest w
pobliżu-oznajmiłam.
Chłopak pokręcił przecząco głową.
-Nie ma mowy- zaprotestował- nie znasz
wcale tej okolicy i jeszcze na dodatek znowu mogłabyś się zgubić-
tłumaczył- ja z tobą pojadę, wezmę tylko kluczyki, okey?
-Okey- zgodziłam się nie robiąc
większych problemów.
Wziął kluczyki, ja tylko torbę,
ponieważ płaszcz był mi nie potrzebny. Była dziś wyjątkowo
piękna pogoda. Pożegnał się z mamą czule ją tuląc. Zamknął
za sobą drzwi.
Przeszliśmy przez furtkę i wsiedliśmy
do samochodu. Odjechaliśmy z podjazdu. Dotarliśmy pod centrum
handlowe i wjechaliśmy na parking. W centrum zwiedziliśmy mnóstwo
sklepów.
Kupiłam sobie wystarczająco dużo
ciuchów z resztą Justin też nabył całkiem niezłą koszulę,
czarne rurki i szary kapelusz. Następnie poszliśmy drogerii.
Kupiłam sobie szczoteczkę do zębów, zestaw gumek i wsuwek do
włosów, szczotkę oraz tusz do rzęs. Po skończonych zakupach ok.
17 poszliśmy na parking.
-Skoczę tylko do bankomatu- oznajmił,
ciepło się do mnie uśmiechając.
-Okey- dodałam odwzajemniając
uśmiech.
Zniknął z mojego zasięgu wzroku.
Zaczynało się ściemniać. Nagle usłyszałam szczekanie psa. Nie
czekając aż zwierze ukaże się moim oczom zaczęłam biec, ile
tylko miałam sił w nogach.
Gdy przestałam go słyszeć
znajdowałam się obok jakiegoś starego bloku. Zorientowałam się,
że znów się zgubiłam. Usiadłam na schodkach przed wejściem i
zaczęłam płakać. Siedziałam tak
dłuższą chwilę. Kiedy nagle
poczułam rękę chwytającą moje ramię przestraszyłam się.
Zorientowałam się, że nie ma się czego bać. Poczułam ciepły
oddech na swoim karku i lekki zapach perfum.
Gdy delikatny pocałunek spoczął na
mym policzku domyśliłam się, że to Justin. Szukał mnie. Na samą
tę myśl na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Chłopak otarł
kciukiem mój mokry od płaczu policzek i przykrył mnie swoją
kurtką. Uwielbiałam ten zapach. Jego zapach. Znaliśmy się
zaledwie dwa dni a już byliśmy sobie tak blisko.
-Nic ci nie jest?- zapytał. W jego
głosie można było usłyszeć troskę. Nie mogę w to uwierzyć jak
bardzo jest idealny.
Pokręciłam przecząco głową.
-Nie-oznajmiłam- tylko trochę
zmarzłam.
-Chodź wrócimy już do domu.
Wstał następnie podając mi rękę.
-Wskakuj na barana-zaproponował.
-Dobra-zgodziłam się, a co, po
ucieczce przed psem trochę bolą mnie nogi.
Dotarliśmy do samochodu. Usiadłam na
miejsce pasażera, a Justin za kierownicą. W rytm piosenki Skyfall
powoli odpłynęłam do krainy Morfeusza. Kiedy byliśmy na miejscu
chłopak nie chciał mnie budzić więc wziął delikatnie na ręce i
zaniósł do domu. Położył mnie ostrożnie na łóżku- w swoim
pokoju- i poszedł do łazienki. Kiedy z niej wyszedł trochę się
przebudziłam, ale udawałam, że dalej śpię, obserwując
poczynania chłopaka. Zdjął z siebie spodnie oraz t-shirt i
zostając w samych bokserkach położył się obok mnie. Kiedy objął
mnie ramieniem domyślił się, że nie śpię bo trochę się
spięłam. Pocałował mnie czule w szyję.
-Dobranoc-wyszeptał tuż przy moim
uchu i pocałował w policzek.
-Dobranoc- dodałam odwzajemniając
całus i spokojnie odpłynęłam w krainę snu. W objęciach Justina
czułam się bezpiecznie, bardziej niż gdziekolwiek.
hejhej ♥
przepraszam, że tak długo to trwało ale miałam blokadę i musiałam przemyśleć parę spraw( takich trochę bez sensu) ale wreszcie jest! :) wiem, że nie jest powalający ale no cóż to moje pierwsze opowiadanie i staram się. Jeśli chodzi o kontakt to jeśli ktoś to w ogóle czyta i che być powiadamiany o rozdziałach lub o coś spytać zapraszam na gg - 13390662 ;) lub TT (twitter) ;33 miło by było zobaczyć chociaż od 2 do 5 komów pod rozdziałem ale to tylko moje marzenia bo tyle osób nawet tego nie czyta.
No to, do następnego! :**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz